Bon tony, bon moty i bon tarde, czyli o tym, jak przekroczyłem Rubikon nieznajomości tematu.

Autor: Bruno Schwarz, Gatunek: Proza, Dodano: 13 października 2017, 17:40:34

Czasy były ciężkie, jak ołowiane żołnierzyki, które są w stanie przedziurawić każdą kieszeń. Podówczas władzę municypalną w miasteczku Whitebear Mountain trzymał w sękatej garści Joe Wklęsłe Oczko. Facet, który potrafił grać na banjo i jednocześnie klepać po tyłkach dziewczęta od Madame Grzegrzółko albo trafiać w zadek komarzyce z odległości 200 jardów. Całymi dniami przesiadywał u Madame, która była pół krwi Irlandką i ćwierć krwi Polką, ponieważ miała też w sobie domieszkę krwi Komanczów. Kochankiem jej matki był wódz tego plemienia, Zakazana Stopa. Kobieta prowadziła swój bar bez trzymanki.

 - Prowadzisz swój bar bez trzymanki – wyszczebiotał Joe Wklęsłe Oczko, szczerząc zęby.

 - Nie umiem sobie tego wyobrazić, ale lubię kiedy tak mówisz, Joe – opowiedziała Grzegrzółko, nadstawiając pupę, bo zwykle po tych słowach dostawała solidnego klapsa.

Joe zwykł siadać tyłem do ściany, rozkraczony do granic możliwości na swoim ulubionym taborecie z dziurką po kuli. Patrzył na wszystko, jak ojciec patrzy na dokazujące stadko dzieciaków.

- Zagraj nam Joe na banjo! – przerwał ten opis grabarz, Wredny Ed.

Wredny Ed miał w zwyczaju robić przyciasne trumny i trzeba było nie lada wysiłku, żeby upchnąć w nich (zwykle) tragicznie zmarłych.   A w tamtych czasach trup słał się gęsto. Można było zakończyć żywot za byle muchę w zupie.

            I zanim Joe zdążył zareagować wszedłem ja, zostawiając za sobą drzwi rozwalone, jak do obory.

- Drzwi! – wysyczał Joe.

- Gówno mnie obchodzą wasze drzwi – odpowiedziałem zaczepnie i dodałem – Tequile i nachosy na wynos!

- Zamknij tej drzwi, bo ci zrobię z dupy sitko do parzenia kawy! – wrzasnął Joe sięgając po rewolwer.

- Skoro bierze na wynos – wtrąciła się Madame Grzegrzółko - to znaczy, że za chwile wyjdzie, więc może… dlatego zostawił otwarte?

 - A ile masz wzrostu? – zapytał Wredny Ed, który mi wyglądał na grabarza.

- 5 stóp i osiem cali – opowiedziałem, choć nawet nie wiem, po co.

- A ja myślałem, że 4 stopy i 6 cali – zaśmiał się Ed, a zaraz po nim wszyscy, którzy akurat byli w lokalu.

I kiedy oni się tak śmiali, ja w tym czasie zapłaciłem za tequile z nachosami i wyszedłem. Czułem na plecach wzrok Joe Wklęsłego Oczka, który nie mógł nic zrobić, bo zamknąłem za sobą te cholerne drzwi, więc tylko klepnął Madame Grzegrzółko w pośladek. Tym razem, jakoś tak bez uczucia.

Komentarze (7)

  • A, tu się schowałeś, króliczku! Co tam u Ciebie, opowiadaj.

  • Nie widać? :)

  • nawet ,nawet)))

  • teraz JOE ? nic to nie pomoże, grafomania pełną gębą, jak możesz zaśmiecać ten portal ?

  • Joe? A może Madame Grzegrzółko abo Wredny Ed?

  • bujaj się !

  • wzajemnie

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się