Koleżanka

Autor: Bruno Schwarz, Gatunek: Proza, Dodano: 04 października 2017, 11:00:46

       Stała oparta o elewację kamienicy i paliła papierosa w taki sposób, jakby to jej nie sprawiało żadnej przyjemności i chciała czym prędzej skończyć. Kilka głębokich machów i po imprezie. Pamięta, że nie raz dostała od matki po mordzie.  Nie tylko za to, ale za palenie dostawała najmocniej i najczęściej. Nauczyła się palić szybko i całą przyjemności odczuwała chyba dopiero w momencie kiepowania. Tak było i tym razem. Pstryknęła kiepem przed siebie obserwując jego tor lotu i głęboko westchnęła. Natychmiast się rozejrzała z lekką paniką w oczach, czy przypadkiem nie nadchodzi skądś ta stara pinda, bo tak o niej myślała. Już nie nadejdzie. No chyba, że dogada się jakoś z Panem Bogiem i ją tutaj spuści z nieba na złotym sznurku, żeby sobie ulżyła. Tak porządnie, z głośnym chlaśnięciem wystrzelonym ze studni podwórza, jak z niemieckiej armaty w dupę któremuś ze świętych.

          Bez papierosa nie było już sensu tak sterczeć pod ścianą, jak praska dziwka. Rozejrzała się jeszcze raz zatrzymując wzrok na każdym oknie, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie obserwuje jej zza firanki jakaś menda i ruszyła w kierunku bramy, w której sterczało kilku łebków.

 - Hej koleżanka, mógłbym z tobą do białego ranka! - Wyszczebiotał któryś, ale nie miała ochoty na interakcję, więc rzuciła tylko przez ramie krótkim, acz stanowczym:

 - Spierdalaj szczylu!

            I wtedy napatoczył się kudłaty chłopak, który miał w sobie coś takiego, że zapominała o całym świecie. Jakby na powrót stawała się małą, bezbronną dziewczynką.

- Czy to ty jesteś miłością mojego życia? – zagaił, jak miał to w zwyczaju, ale tym razem nic nie odpowiedziała i tylko pocałowała go w usta.

Komentarze (2)

  • Cos tu sie nudno robi; bernadetcie najwyrazniej opadl testosteron, chmiuki filipko-artomiukowskie pogrzecznialy... Moge sie chwile zajac Toba.
    Jak ty sie, kroliczku, zachowujesz? Najpierw rzewnie zebrales na forumu: "Ratunku, pomocy, komentujcie mnie!" - nikt nie zareagowal. Potem pozegnales sie pochlipujac: "Poddaje sie" - tez nikogo (poza mna) nie wzruszyles. W pare dni pozniej, wystarczylo, ze gwizdnalem, juz przyleciales pelen checi miazdzenia mnie; i pokatnie wwalasz tutaj teraz kudlatego.
    Ja ostatecznie rozumiem, ze czujesz sie troche zapomniany i starasz sie zaistniec. Nie przeszkadza mi to osobiscie; ale - wiesz, jacy sa ludzie. Zaraz zaczna sie plotki, ze Cie nie dokarmiam, nie wypuszczam z klatki, nie podrzucam marchewki, zebys siebie troche pochrupal, nie szczotkuje siersci...
    Po co nam to?

  • Muszę Ci się Jeżu przyznać, że gdzieś tam w głębi duszy myślę o sobie, że jestem takim trochę bogiem literatury współczesnej. Fakt, zachowuję się czasem jak rozkapryszony Zeusik, który ciska inwektywami, histeryzuje, dąsa i strzela fochy, ale po chwili wraca myśl o tej mojej wyjątkowości, która rozlewa się przyjemnym ciepełkiem, po serduszku. A twoje kijki i marcheweczki traktuję jak wota, ofiarowane na tym maleńkim ołtarzyku pt. Liternet.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się