Pojedynek o splendor i pieniądze, gdzieś między El Paso, a Ciudad Juárez.

Autor: Bruno Schwarz, Gatunek: Proza, Dodano: 15 października 2017, 22:36:20

Ludzie z pogranicza próbują zachować swoją odrębność, identyfikując się z własną ojczyzną, kulturą i tradycją. Ale pewne granice z czasem się zacierają i dlatego teksańscy kowboje piją tequile, jedzą burito albo nachosy, a Meksykańcy noszą przy pasach colty, a do siodeł mocują winchestery.

Gdyby nie sombrero i czarny wąsik, Diego Maria Rodriguez, wyglądałby jak jankeski łowca nagród. Najlepszy od El Paso po Ciudad Juárez mistrz ciętego języka. Jak dotychczas niepokonany w pojedynkach słownych przez żadnego Meksykańca, Indiańca, ani Gringo. Mówił o sobie skromnie, że jest tylko zwyczajnym El Mariachi, zapewniającym ludziom rozrywkę.

Dla mnie był kolejnym sukinsynem, z którym miałem ochotę się zmierzyć w śmiertelnym pojedynku na słowa. Mój na wpół dziki mustang Chico, popierdywał głośno przy każdym kroku, ale to była ostatnia rzecz, która mogłaby mnie zniechęcić. Prędzej bym mu wpakował garść ołowiu w ten śmierdzący zadek, niż zrezygnował z nagrody. Bo czego się nie zrobi dla splendoru i pieniędzy.  

 

D.M. Rodrigez, mistrz ciętej riposty

pojedynków był mistrzem na słowa

wszystkim znany, bo miał język ostry

i uwielbiał się pojedynkować

 

ten nasz D.M. Rodrigez razu pewnego

choć najlepszy był w swoim gatunku

przeciwnika napotkał godnego

co był mistrzem w słownym fechtunku

 

i stanęli na ziemi niczyjej

otoczeni ciekawą gawiedzią

pojedynek się zacznie za chwilę

oni wnet coś do siebie powiedzą

 

do wieczora sobie tak stali

nieświadomi w profesji swej braków

wszak riposty byli mistrzami

niezdolnymi do słownych ataków

 

Zaśpiewa Joe Wklęsłe Oczko, przygrywając sobie na banjo i klepiąc po tyłkach dziewczęta od Madame Grzegrzółko. Ten sam, który pawie wpakował mi kulkę w plecy.

Komentarze (7)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się